Singiel "Downtown" uczynił w 2015 roku ogrom zamieszania - oto Macklemore do swojego imponującego teatralnym rozmachem klipu postanowił zaprosić pionierów kultury hip-hop, Grandmastera Caza, Grandmastera Melle Mella oraz Kool Moe Dee. Część raperów czy słuchaczy oskarżała go, że to ruch pod publiczkę, ale fakty nie kłamały - jako pierwszy uznał, że pionierom należy się taki ukłon, a Grandmaster Caz po 40 latach aktywności na rzecz hip-hopu doczekał się dzięki temu pierwszej Platynowej Płyty oraz pierwszej nagrody MTV. Przy okazji wizyty w domu Caza wypytaliśmy go o kulisy zaskakującej współpracy, której efekty zdobią dziś jego mieszkanie...
Klasyka
Klasyka
Przez wiele lat ekipę Souls of Mischief kojarzyłem jedynie z ich ultraklasycznego już singla "'93 'til Infinity" z debiutanckiej płyty o tym samym tytule, aż wreszcie dobrych kilka lat temu zakupiłem ów krążek, a w ostatnim roku zacząłem uzupełniać dyskografię rapowego kwartetu z Oakland i nadrabiać po kolei ich płyty. Na pierwszy ogień poszła znaleziona za 20-parę złotych druga płyta grupy o tytule "No Man's Land" z 1995 roku - zdaniem recenzentów i co bardziej wybrednych fanów płyta-rozczarowanie, ale cena była więcej niż zacna, więc postanowiłem dać jej szansę... Całe szczęście! Po kilku odsłuchach mocno wkręciłem się w ten album, a tłuste, niesione mocnym basem podkłady i efektowne flow gospodarzy porwały mnie i sprawiły, że na dobre wsiąkłem w świat SOM...
Zajawka rosła w siłę i dość sprawnie uzupełniłem wszystkie pozostałe krążki twórców "93 'til Infinity" - z wyjątkiem "Focus" z 1999 roku, które nigdy oficjalnie nie ukazało się na CD. W zeszłym tygodniu dotarła do mnie natomiast znaleziona w cenie kilku dolarów solowa płyta Opio - jednego z najbardziej wyrazistych członków Souls of Mischief, zatytułowana "Triangulation Station". Co na niej znalazłem?
DJ Decks zapowiedział niedawno, że jego "Mixtape vol.7" ukaże się 9.10.2020 - do premiery więc jeszcze dłuższa chwila, ale poznański producent rozpoczął już podgrzewanie atmosfery...
Zacząłbym, że Polak Węgier dwa bratanki, ale to jest tak wyświechtany truizm, że aż bolą zęby. Zwłaszcza, że nasze narody nie mają aż tak wielu punktów wspólnych, poza kilkoma akcjami historycznymi. Językowo – abstrakcja. Kulturowo – no, też lubią narzekać i również ostatnio poszli w prawicę, ale raczej wino, niż wódka, raczej papryka, niż ogórek, raczej Liszt, niż Chopin...
Witaj człowieku. Słuchasz hip hopu? Pewnie tak, bo co byś tu robił, hę? Ja też siedzę w tej kulturze – będzie już ze trzydzieści lat, więc być może wpadłeś już na mnie w którymś momencie: czy to propsując lub dissując nagrania Układu Warszawskiego (którego byłem członkiem) i moje solowe, czy to czytając artykuły w hip-hop.pl ładnych kilka lat temu, a może wpadasz na mój profil z płytami nomad_rap_cds na fb i ig? A może jestem nołnejmem i w ogóle o co typowi chodzi?
Już piszę: zbieram płyty z hip hopem. Zaczynałem oczywiście od rapu amerykańskiego ('Please Hammer Don't Hurt'em' – moja pierwsza kupiona taśma – to było w 1990!), bo polskiego nie było, ale z biegiem czasu zebrało mi się ponad 7000 albumów z ponad 50 krajów – tylko na fizykach, bo na mp3 jest tego kilkanaście razy więcej - wszak nie wszystkie sceny dają radę działać na nośnikach fizycznych. Trochę łączą się z tym moje inne pasje: podróżowanie i języki obce... Raz, że z każdej podróży zamiast magnesów na lodówkę przywożę paczki lokalnych rapsów, dwa, że zdolności językowe pozwalają mi się nie tylko ogarnąć w sferze tekstowej (mniej lub więcej), ale i dogadać z miejscowymi fanami, co jest nieocenione. Współtworzyłem polską scenę, byłem przy tym, jak powstawały sceny na Litwie, Węgrzech, Słowacji i w Czechach, mam kontakt ze scenami w Chile i Brazylii, a albumy mam z krajów, których większość ludzi nie będzie potrafiła nawet umieścić na mapie...
TRDMRK, czyli duet złożony z reprezentantów dwóch z najlepszych ekip wywodzących się z Zachodniego Wybrzeża - The Pharcyde i Jurassic 5, zaatakował swieżym singlem! Slimkid3 na mikrofonie i DJ Nu-Mark za konsoletą to bezwzględna gwarancja najwyższej jakości, o czym mieliśmy okazję przekonać się zresztą już w 2014 roku, kiedy panowie wypuścili pierwszy wspólny projekt, zatytułowany po prostu "Slimkid3 & DJ Nu-Mark".
"Hands Up", w którym gościnnie pojawia się też Austin Antoine, to wiodący singiel z drugiego LP duetu i zaskakująco świeży, elektroniczny, pełen energii banger opatrzony kreatywnym, oryginalnym klipem, w którym występujące w numerze trio bawi się konwencją i w niecodzienny sposób odwiedza ikoniczne miejscówki Los Angeles. RĘCE!
Muzyka, wiedza i pasja - te trzy składowe elementy stanowią podstawę powstałego niedawno cyklu vlogów/podcastów o amerykańskim rapie pod szyldem "RapTalk". Dwójka pasjonatów siedząca w temacie od ponad 15 lat, Adees i Shyzzle, postanowiła stworzyć kanał i serię RapTalk, aby dzielić się niesłabnącą zajawką i swobodnie, a zarazem treściwie omawiać najciekawsze kwestie związane z rapem zza Oceanu. Do tej pory ukazało się już kilka odcinków, które z pewnością zadowolą fanów klasycznego brzmienia, z lekkim naciskiem na West Coast.
W rozwinięciu znajdziecie dwa ostatnie odcinki - poprzedni, pełen ciekawostek, o wydaniach fizycznych płyt i różnicach między nimi, oraz najnowszy - o niewydanych albumach - tzw. "albumach widmo". My ze swojej strony mocno propsujemy inicjatywę i zachęcamy do sprawdzania!
Dokument "Blokersi" przyniósł na początku wieku sporo zamieszania i kontrowersji, zebrał wiele krytyki, ale także przedstawił też scenę hip-hopową osobom, które do tej pory nie miały o niej pojęcia oraz dokładniej ukazał sylwetki Eldo czy Peji. Niektóre fragmenty filmu weszły na stałe do rapowego języka na czele ze "strzelaniem z ostrej amunicji bo taką oni mają" a soundtrack przyniósł kilka klasyków. 5 lat temu mówiło się o drugiej części filmu, a teraz Sylwester Latkowski zapowiada kontynuację!
10 lat temu Drake był podziemnym kanadyjskim raperem, nagrywającym trueschoolowy hip-hop. "So Far Gone" czyli jego 3 mixtape pozwolił karierze Aubreya Grahama wystrzelić, przerodził się w EP "So Far Gone", potem w album "Thank Me Later"... a resztę wszyscy już dobrze znamy.
"So Far Gone" ukazało się równe 10 lat temu a Drake postanowił z tej okazji w emocjonalnym wpisie podziękować osobom, które wówczas go wspierały i które pomogły mu w początkach kariery. Jakże zacny gest w erze, gdy co drugi młody raper uważa, że do wszystkiego doszedł całkiem sam i nikomu nic nie zawdzięcza.
Trzy dni temu, 7 lutego, J Dilla obchodziłby 45. urodziny, a dzisiaj, 10 lutego, mija równe 13 lat od kiedy legendarny już producent rodem z Detroit odszedł z tego świata. Miesiąc luty co roku jest czasem wspominania Jay Dee, przypominania sobie jego twórczości i wracania do niezliczonych podkładów, które zdążył stworzyć. W zeszłym roku miałem okazję natomiast porozmawiać z Ampem Fiddlerem - człowiekiem, który miał ogromny wpływ na karierę i rozwój młodego Jamesa Yancey'a - to on nauczył go obsługi MPC oraz zapoznał go z Q-Tipem!
Wokalista, muzyk i producent z Detroit bez wahania zgodził się usiąść z nami przed kamerą po swoim warszawskim koncercie, a rezultatem jest wyjątkowa, wnikliwa 20-minutowa rozmowa, w której wspólnie wspomnieliśmy pierwszą wizytę Ampa nad Wisłą w 2006 roku (tak, byliśmy tam!), a także porozmawialiśmy powrocie na scenę jako nieależny artysta, ostatnim solowym wydawnictwie "Amp Dog Knights" oraz nowym albumie z Will Sessions "The One", doświadczeniu grania i podróżowania z George'em Clintonem i kolektywem Parliament-Funkadelic, współpracy z Prince'em czy swoistym renesansie muzyki funk. Nie zabrakło również oczywiście wspomnień J Dilli - usłyszeliśmy o pierwszym spotkaniu młodego 18-letniego Jay Dee, o tym, jak Jay przychodził do jego domu codziennie, aby ćwiczyć na MPC, czy wreszcie o tym, czemu Amp postanowił przedstawić przyszłego członka Slum Village liderowi A Tribe Called Quest...
Ostatnie wydarzenia związane z 21 Savage'em to nie pierwszy przypadek, w którym postać ze świata hip-hopu zmaga się z twardym prawem migracyjnym Stanów Zjednoczonych. Wbrew pozorom, lista raperów o niejasnym statusie obywatelstwa jest naprawdę długa, a statystyki jednoznaczne — uzyskanie prawa do życia w USA nie jest łatwe, nawet kiedy ma się pieniądze i sławę. Którzy raperzy doświadczyli podobnych problemów w przeszłości?
Nawet mimo odsiadki Suge Knight nie daje o sobie zapomnieć - jego syn w ostatnich miesiącach przekonuje, że 2Pac żyje, siedzi w Malezji i pracuje nad nową muzyką, tymczasem sam Suge zapowiada kolejny pośmiertny materiał, do tego z intrygującymi gośćmi...
W ostatni piątek światło dzienne ujrzała długo oczekiwana, finalna dwunasta płyta kalifornijskiego duetu People Under The Stairs zatytułowana "Sincerely, The P". W listopadzie 1/2 grupy - MC i producent Thes One - ogłosił zakończenie kariery muzycznej, zapowiadając również ostatni krążek w duecie ze swoim wieloletnim kompanem Double K. Panowie rozstają się w zgodzie, a powodem decyzji była wycieńczająca jednak przez lata droga, którą obrali PUTS - praktycznie pełna niezależność, z dala od dużych wytwórni, co z jednej strony pozwoliło im zachować esencję twórczości oraz szczerość w muzyce, ale z drugiej mocno odbiło się na życiu prywatnym obu Panów. Droga "DYI" (Do It Yourself) to bowiem nie tylko nagrania utworów, ale i wypuszczanie płyt, promocja, booking tras koncertowych, wysyłka płyt - pełen pakiet.
Tyle tematem wstępu do PUTS - ale nie o ich historii w dzisiejszym, premierowym odcinku "Przesyłki Polecanej". Ja osobiście na muzykę PUTS po raz pierwszy natrafiłem wiele lat temu przekopując amerykańskie blogi z podziemnym rapem i znajdując ich debiutancki krążek z 1998 roku "The Next Step". Pamiętam, że brzmienie przypadło mi do gustu, a płytki słuchało się bardzo przyjemnie, ale wtedy jeszcze zakupy internetowe nie były aż tak rozwinięte a płyty PUTS ciężko było znależć w Polsce, więc finalnie gdzieś tam po odsłuchu na słuchawkach o duecie zapomniałem...
Moja muzyczna przygoda z hip-hopem zaczeła się w roku 2000 - erze, kiedy żeby poznać artystę i album, trzeba było nabyć fizyczny nośnik - na ogół po zachęcających singlach latających w radiu lub TV (pozdrówki MTVBase!). Raz była to kaseta, raz płyta CD (zdecydowanie droższe niż kasety także bywał to luksus), a raz lepszej lub gorszej jakości bootleg bądź płyta przegrana od znajomego. Wymienianie się płytami i przegrywanie na CD-r'ki też było na porządku dziennym, a "żywotność" albumów była zdecydowanie dłuższa niż obecnie. Płyty nie wychodziły codziennie, a kiedy już dorwało się nowe dzieło ulubione artysty, pozostawało ono w boomboxie/discmanie czy walkmanie przez długie tygodnie lub miesiące... No dobra, może brzmię trochę jak dinozaur z tymi wspominkami z kategorii "za moich czasów". Ale to były piękne lata!
Nie to, żeby teraz również nie było pięknie - pod wieloma względami obecnie fani muzyki mają lepiej - dostęp do niemal wszystkich płyt, jakich można sobie zażyczyć, jest w ogromnym stopniu ułatwiony a wiele klasyków i nowości mamy na wyciągnięcie ręki. Parę kliknięć i pełen album ląduje na Twojej playliście streamingowej, bądź od razu na telefonie do słuchania nawet w trybie offline - cudo technologii! Ale czy w tej pogoni za sprawdzaniem wszystkich nowych wydawnictw muzyka nie stała się dla nas swego rodzaju kulturalnym "fast foodem"? Szybki dostęp, szybka konsumpcja i po paru dniach - cytując Jay-Z - "on to the next one", bo nagłówki portali i tablice fejsbukowe zalewa już kolejny świeży album - no a przecież trzeba być na bieżąco, żeby móc udzielać się w dyskusjach, czyż nie?
Legenda westcoastu serwuje coś dla fanów starej kalifornijskiej jazdy - "I'm So Hood" to singiel zapowiadający album "Finger Roll", który otrzymamy 30 marca. West Up!
Jeśli chcesz być na bieżąco z premierami teledysków to śledź nasz dział Video






































