Ba, śmiem twierdzić, że to jeden z trzech najlepszych albumów, jakie wydał na świat polski rap a zarazem materiał, który ani trochę się nie zestarzał.
Klasyka
Klasyka
Ba, śmiem twierdzić, że to jeden z trzech najlepszych albumów, jakie wydał na świat polski rap a zarazem materiał, który ani trochę się nie zestarzał.
"Me Against The World". Niewątpliwy Klasyk przez duże K i album, który stawiam na równi z "Illmatic" i "Reasonable Doubt". Top 5 moich ulubionych płyt i krążek, który chyba nigdy mi się nie znudzi…
Pamiętam jak jeszcze jako małolat zostałem zachęcony przez pewnego kolekcjonera i kupiłem piracką wersję tej płyty na pamiętnym Stadionie Dziesięciolecia. Okładka kserowana w domu i nagrana na kompie cd-r wątpliwej jakości… Nie minęło wiele czasu, jak zaopatrzyłem się w oryginał. Tak zaczęła się moja przygoda z najlepszym według mnie albumem, jaki w ciągu swojej krótkiej, lecz intensywnej kariery stworzył Tupac Amaru Shakur.
Dark Man X, jak sama ksywa wskazuje, nie należy do raperów szczególnie pogodnych, przy których muzyce można się wychillować. Agresywny styl, szczekanie i mocarne bity często nie są tym, czego szukamy w leniwe, letnie popołudnie.
Jednak nawet jemu zdarzyło się kilka numerów, które nadają się na taki chillout idealnie. Jednym z nich jest trzeci singiel z debiutanckiego krążka Earla Simmonsa "It's Dark and Hell Is Hot", zatytułowany "How's It Going Down".
Jeśli myślicie, że na raperski warsztat DMX'a składają się wyłącznie proste teksty o zabójstwach, gwałtach, handlu narkotykami, słowem: o grzechach ulicy, a jego zwrotki pozbawione są refleksji czy cennych nauk - to jesteście w błędzie. Jeśli myślicie, że jego albumy wypełnione są w stu procentach ciężko brzmiącymi podkładami rodem z horrorów klasy B - to też jesteście w błędzie. Dowód? Ano proszę bardzo: "Slippin'", czyli pierwszy singiel z wydanego w grudniu 1998 roku albumu "Flesh Of My Flesh, Blood Of My Blood".
Już 11 września światło dzienne ujrzy siódmy longplay w dorobku rapera - Undisputed.
Do dziś jedną z ewidentnie najbardziej przekatowanych (a przez to porysowanych) płyt w mojej kolekcji, z powycieranym od wszelakich wojaży digipackiem. Ale nie może to dziwić, bo mimo upływu lat wciąż ten krążek chłonie się w całości z uwagą i zajawką.
Do dziś pamiętam, jakie oczekiwanie na "Hołd" (zajmujący dziś na mojej półce jedno z honorowych miejsc) zostało rozbudzone tym singlem. Gdy wszyscy wokół składali "dwie wiktorie" i nucili "to tabuuu" a ja sam nie mogłem doczekać się, gdy krążek w końcu trafi do Empików.Dlatego byłem w szoku, gdy zobaczyłem jak małe liczby ma ten klip na Youtubie, nawet w porównaniu z innymi singlami z debiutu Pona. Odpaliłem... i albo to sentyment, albo "Tabu" wciąż buja jak powinno.

91 odcinek "Ot Tak" potraktowaliśmy dosyć dosłownie. Ponad 20 lat temu w roku 1991 ukazał się pierwszy album Naughty By Nature, choć grupa dwa lata wcześniej wydała album "Independent Leaders". Choć skład osobowy się zgadzał nazywali się jednak wtedy The New Style. Przełomowym dla kariery Treacha, Vin Rocka i Kay Gee okazał się właśnie rok 1991, kiedy to ich singiel oparty (O.P.P.-arty?) o sampel z "ABC" Jacksons 5 zaczął robić spore zamieszanie na listach przebojów.
Album "Naughty By Nature" w dużym stopniu był tzw. one-man show. Treach dominował, a Vin Rock jeszcze nie miał dużego udziału na mikrofonie w studio, a zdecydowanie większy na koncertach. Na płycie pojawił się track z legendami Flavor Unit, które dla New Jersey było wtedy najważniejszą i najbardziej znaną ekipą. W braggowym, bardzo ostrym tracku obok rozpędzonego Treacha pojawili się Lakim Shabazz i Apache.
Tydzień z Pezetem rozpoczynamy od mocnego uderzenia, a mianowicie jego gościnnej zwrotki z pierwszej części White House'owego "Kodeksu". Z pewnością więcej osób pamięta "Oczy Otwarte 2" Mesa i Numera, choćby ze względu na kontrowersje wynikające z beefu z Mezem. Jednak dodana "dwójeczka" oraz podtytuł "Rok Później" sugerują, że jednak było coś wcześniej. Oj było, było...
Wakacyjnych dni coraz mniej, trzeba więc korzystać z nich, najlepiej podkręcając klimat odpowiednią muzyką. Cofniemy się więc do przedprzedostatniej płyty łódzko-pabianickiej Familii HP, na której znaleźć można było prawdziwą perełkę.Soczysty bit Bob Aira, mocarny refren Mioda, gościnny udział amerykańskiej legendy, Afu-Ry a do tego wiecznie zajawkowi panowie z Familii HP. Efekt?
Po przesłuchaniu kilkunastu czysto jazzoworapowych płyt, stwierdzam, że bardzo wielu muzyków jazzowych (w tym legend), miało swój pokaźny udział w powstaniu masy klasycznych rapowych nagrań. O profesjonalnych muzykach w świecie rapu napiszę kiedyś obszerny artykuł (choć niniejszy artykuł traktuje także o nich), teraz jednak pragnę rozpocząć serię recenzji jazz-rapowych płyt.
Chicano rap - dla niewtajemniczonych: rap wykonywany przez Amerykanów o meksykańskich korzeniach - traktowany jest raczej z przymrużeniem oka i wzruszeniem ramion, a słuchacze hip-hopu rzadko kiedy wychodzą poza zestaw obowiązkowy, tj. Cypress Hill i unieśmiertelnione przez GTA San Andreas "La Raza" Kid Frosta. A przecież chicano rap to nie tylko B-Real i spółka; Meksykanie z Los Angeles aktywnie uczestniczyli w rozwoju tamtejszej sceny muzycznej, maczali również palce przy narodzinach gangsta rapu. Do dnia dzisiejszego wytrwale kultywują g-funkowe tradycje regionu - by wspomnieć chociażby tegoroczne "Young, Brown And Dangerous" Mr. Criminala. Ale w dzisiejszym Diggin' In The Videos przybliżamy formację A Lighter Shade Of Brown i ich niezapomniany letni klasyk - "On A Sunday Afternoon".
Obecnie, Snoop Dogg jest jedną z największych gwiazd muzyki rozrywkowej i droga, jaką przebył od od szczeniackiego freestyle'owania z kumplami w Long Beach do występów przed wielotysięczną publiką na najpopularniejszych festiwalach świata jest naprawdę imponująca.
Wciąż jednak powracam z sentymentem do starych nagrywek, łudząc się że Snoop razem z resztą swojej starej ekipy DPGC, nagrają jeszcze kiedyś materiał równie przełomowy jak "The Chronic".
Sukces na rynku muzycznym omal nie okazał się dla niego przysłowiowym "gwoździem do trumny", a słuchacze obawiali się, czy D-O-Double G nie zapomniał przypadkiem, jak się serwuje hit za hitem. Wszystkie wątpliwości fanów zostały rozwiane kilka miesięcy po zakończeniu rozprawy, kiedy to raper wypuścił na rynek swój pierwszy singiel, promujący album "Tha Doggfather", czyli "Snoop's Upside Ya Head".
Snoop Dogg jest idealnym przykładem rapera, który z naturalną łatwością odnajduje się w każdej konwencji, a imprezowe kawałki od zawsze były najmocniejszym punktem w jego twórczości. Praktycznie wszystkie albumy zawierają przynajmniej kilka numerów w tym klimacie, z których co najmniej jeden jest dziś uznawany za klasyk a najbardziej kultowym i niezapomnianym utworem z nich wszystkich jest z pewnością "Gin And Juice".





























