Dwie znane, lubiane sylwetki; sto lat oczekiwania, pojedyncze napomknięcia w stylu „coś się robi, będzie jak wyjdzie”, bit na Pezecie/Małolacie, potem długa cisza, nagle tajemnicza zapowiedź, kolejne single, klipy, preorder, rozwiązanie zagadki; premiera: piękne wydanie, okładka godna płyty roku, obietnica genialnego konceptu... wszystko w piach. To się nie mogło nie udać, a jednak się nie udało. Rozczarowanie tak mocne, że do teraz chodzę zaskoczony takim obrotem sprawy i chyba nawet trochę smutny.
Mając w pamięci to, co obaj panowie zostawili na rozmaitych płytach zawierających tzw. polski rap, szczerze się zdziwiłem odnotowując, że tak świetnie zapowiadające się duo najwyraźniej nie udźwignęło ciężaru, jaki na siebie wzięło. Ewentualnie ja tu czegoś nie zrozumiałem, ale na dogadanie się jeszcze przyjdzie czas – póki co wytłumaczę, o co chodzi.

































