"Ten gość najpierw zjadł rok 2014 genialną EP "IVRY" nagraną jako 100s (pierwsza płyta w życiu, której wystawiłem w recenzji 6/6), potem porzucił rap, zmienił ksywę na Kossisko i chyba postanowił po odhaczeniu etapu 'rap' pozjadać dla odmiany inne gatunki muzyczne. Turbotalent jakich mało, przy odpowiednim poprowadzeniu widzę go za parę lat w podobnych rejonach co dziś The Weeknd - czyli wysmakowany, genialny muzycznie, elastycznie mieszający gatunki (oraz mieszający świeżość z umiejętnym czerpaniem z klasyki) mainstream, którego aż chce się słuchać i którego sukcesy mogą tylko cieszyć. Mamy tu leniwą downtempową zmysłowość, do tego funkowy vibe pokropiony lekkim talkboxem, czuć jeszcze nutkę 100sa (pimpowski vibe), ale całościowy lot jest wyraźnie inny i jeszcze bardziej pozbawiony muzycznych granic. Za tydzień całe EP, jestem mega ciekaw co na nim znajdziemy." - oto, co pisałem o singlowym "Across The Room" w okresie awarii Popkillera. Teraz EP już mamy i co więcej - możemy odsłuchać je poniżej.
Funk
Funk
We want the funk! Prowadzony przez Georga Clintona legendarny funkowy zespół Funkadelic zaprosił do współpracy Kendricka Lamara w przygotowanym przez Louie Vegę remiksie do "Ain't That Funkin' Kinda Hard On You" z wydanego w zeszłym roku albumu Funkadelic. Efekt? Energetyczna bomba, która może przyprawić o poważny uraz karku. Posłuchacie jej w rozwinięciu. Przypomnijmy jeszcze, że to nie pierwsza kooperacja K. Dota z pionierem P-Funku - obaj panowie wystąpili razem w pochodzącym z "To Pimp A Butterfly" numerze "Wesley's Theory".
Do niedawna wydawało się, że pierwsze miejsce na podium w kategorii najlepszej letniej płyty roku 2015 przypadnie niezawodnemu duetowi Snoop Dogg – Pharrell za ich przepozytywne LP "Bush" (nasza recenzja). Raperzy ze Stanów, inspirowani społecznym niepokojem i zamieszkami na ulicach miast takich jak Ferguson nie nagrywają ostatnio pogodnych, chilloutowych albumów – wspomnijmy chociażby Kendricka czy Vince’a Staplesa, ba – nawet Big Sean stworzył najbardziej mroczne dzieło w swoim dorobku. Chwała im za to, bo również dzięki takiemu położeniu nacisku na warstwę liryczną ten rok jest tak mocny, ale nie ukrywajmy, czasem każdy pragnie po prostu walnąć się w cieniu i odpłynąć, zapomnieć o bożym świecie…
Tutaj z pomocą przychodzi balansująca na granicy soulu, r&b, funku i jazzu zwariowana zgraja znana jako The Internet. Do mety wyścigu co prawda jeszcze daleko, ale za ich sprawą pewny zwycięstwa Wujek Snoop, stąpający sobie w rytm bitów Skateboard P i nucący pod nosem I’m just a squirrel, tryna get a nut musiał obejrzeć się za siebie, podciągnąć dresy i wrzucić drugi bieg…
Here it is, the skies are clear, the grill is lit, that means it's time for Summertime 6 - deklaruje na wstępie Dayne Jordan, zgrabnie parafrazując rozpoczynające "Summertime", klasyczne wersy Fresh Prince'a aka Willa Smitha. To muzyka do fury jeśli ruszacie w trasę, albo idealny soundtrack do rozpalonego w ogródku grilla. Nasz niedawny artysta tygodnia DJ Jazzy Jeff wspólnie z wieloletnim kompanem DJ'em Mickiem Boogie przygotowali szóstą część uwielbianego przez fanów mixtape'u "Summertime".
Ponad godzina muzyki, przesympatyczna mieszanka rapowych brzmień, smakowitego r&b i funku spod ręki Jeffa i Micka to niekwestionowany strzał w dziesiątkę na upalne, letnie dni - a do tego całość ściągniecie za darmo!
Słońce za oknem, żar leje się z nieba a nam nie pozostaje nic innego jak odpalić smakowitą porcję soczystego, słonecznego funku autorstwa nikogo innego jak Ambasadora Boogie Funku, kompana Snoop Dogga z duetu 7 Days of Funk - Dam Funka. Wybitny kalifornijski producent i wokalista, naczelny funkster Stones Throw Records na wrzesień szykuje swoje najnowsze LP "Invite The Light", na którym wesprą go m.in. Q-Tip czy Snoop Dogg - znamy już tracklistę, okładkę i dokładną datę premiery.
W oczekiwaniu na danie główne funkujący Damon przygotował jednak czterokawałkową petardę w postaci instrumentalnej epki "STFU", dostępnej do pobrania za darmo.
Kariera nowego podopiecznego Janelle Monae, rozśpiewanego Jidenny dopiero co wystartowała, a rozkręciła się już na tyle dobrze, że 30-letni wokalista może zapraszać do współpracy gości z najwyższej rapowej półki. Wybór padł na świeżo upieczonego zdobywcę statuetki BET w kategorii „Najlepszy Raper” – Kendricka Lamara. Posłuchajcie ich wspólnego wykonania klubowego hitu „Classic Man”.
O tym, jak 100s pozjadał wszystko co się dało swoim "IVRY EP" już Wam pisaliśmy, podobnie jak o tym, że postanowił potem porzucić rap i zmienić ksywę na Kossisko. Teraz mamy dwa kolejne single w jego nowej odsłonie, w której potwierdza, że jest ogromnym talentem wymykającym się gatunkowym ograniczeniom.
"Money Over Love" to najnowszy utwór Bilala, z gościnnym udziałem Kendricka Lamara oraz Adriana Younge'a. Mimo tego, że premiera piosenki odbyła się podczas show w The Regent Theater w L.A. w zeszłym miesiącu, to dopiero teraz mamy możliwość usłyszeć ją w wersji jakości CD.
Jenna J to nowopowstały projekt, w którego skład wchodzą producent Mateusz "Big Elmo" Jechna (słuchaczom rapu najlepiej znany z produkcji hitowego "Hajlajf" duetu Solar/Białas, a także utworów nagranych z takimi artystami jak Mi-La, Trzy-Sześć i JasiekMBH) oraz Karolina Jarzyńska - wokalistka z Warszawy i uczestniczka II edycji programu Voice of Poland.
Inspirowane szeroko pojętymi "czarnymi brzmieniami" utwory Jenna J zgrabnie balansują na granicy funku, soulu i r&b, czego idealnym przykładem jest ich debiutancki, elektryzujący singiel "Tonight", przywołujący na myśl ostatnie dokonania Pharrella Williamsa, a zarazem ukazujący kosmiczny potencjał dobrze zgrywającego się duetu.
Calvin Broadus Jr. i Pharrell Williams – nie ma w rapie wielu duetów, które dostarczałyby nam niezmiennie od lat tyle frajdy i wrażeń co wspólne utwory tych dwóch panów. Niezależnie czy wspomnimy mistrzowskie "Beautiful", przełomowo minimalistyczne "Drop It Like It’s Hot" czy przepiękne, luzackie "Let’s Get Blown" – praktycznie za każdym razem, gdy Skateboard P i Bigg Snoop Dogg łączyli siły na tracku, rezultatem były pamiętne, wbijające się na długo w głowę petardy.
W zeszłym tygodniu zdający się wiecznie popijać eliksir młodości Uncle Snoop wreszcie spełnił marzenia wygłodniałych pełnego LP duetu fanów, puszczając w świat zapowiadany od zeszłego roku krążek "Bush". Jak prezentują się efekty tej elektryzującej współpracy?
To trudne pożegnanie dla fanów. Afro Kolektyw oficjalnie zakończył swoją działalność i na otarcie łez wyruszł w pożegnalną trasę koncertową po Polsce. Z frontmanem zespołu, Michałem "Afrojaxem" Hoffmanem, udało mi się porozmawiać po koncercie w Sopocie. Słysząc uprzednio przekrój utworów z całej dyskografii zespołu, zrobiło mi się autentycznie smutno; Afro Kolektyw był jedną z tych grup, na których muzyce się wychowałem, czego sam Afrojax nie omieszkał kąśliwie skomentować, mówiąc, że mi współczuje. Cóż, ja sobie nie współczuję wcale, jestem wręcz z tego faktu szalenie zadowolony. Pomimo całego zgorzknienia i niechęci do starego repertuaru (które doskonale rozumiem), panowie nie mogą zaprzeczyć, że stworzyli legendę. Być może niszową i lekko upośledzoną, ale zawsze (choć Afrojax zdaje się tę legendę wyśmiewać). Jestem szczęśliwy, że mogłem przez te wszystkie lata być ich fanem, a sama możliwość porozmawiania z nimi na żywo jest dla mnie spełnieniem gówniarskich marzeń. Podejrzewam, że kilku fanów rozczaruje się po lekturze; poznacie fakty, których być może wcale nie chcecie poznać, przez co wasze wyobrażenie o zespole i jego twórczości może ulec diametralnej zmianie. Jednak tam, gdzie jedni dostrzegą szarganie legendy "Płyty pilśniowej", inni znajdą kawał ciekawej rozmowy. Gorzkiej, przenikliwej, zabawnej, odpowiadającej na wiele pytań, których z pewnością jesteście ciekawi. Zapraszam.
Premiera trzynastego albumu w dorobku Snoop Dogga już za niespełna miesiąc, dziś mamy jednak przyjemność prezentować kolejny singiel promujący "Bush". Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek jak wyglądałby Doggfather w roli Jamesa Bonda, Johna Shafta czy Tony'ego Montany, dziś macie okazję przekonać się o tym na własne oczy. Po odjazdowym klipie do "Peaches N Cream" czas na niemniej pomysłowe "So Many Pros"!
Najnowsze dziecko firmy Rockstar Games, GTA V ukazało się na rynku już ponad półtora roku temu, dziś jednak gra debiutuje na komputerach stacjonarnych. Jednym z „dodatków” umieszczonych przez Rockstar w wersji pecetowej jest nowa stacja radiowa puszczająca czternaście niepublikowanych wcześniej nagrań wyprodukowanych przez duet Gangrene czyli Alchemista i Oh No. Na bitach kalifornijskich beatmakerów swoje zwrotki nawinęli zarówno starzy wyjadacze pokroju E-40, Kokane’a czy MC Eihta, jak i topowi raperzy młodego pokolenia – m.in. Ab-Soul, Earl Sweatshirt, Danny Brown, Action Bronson i Curren$y. Składanka „Welcome To Los Santos” będzie dostępna również w postaci nośnika fizycznego – premiera już 21 kwietnia nakładem Mass Appeal Records. Odsłuch w rozwinięciu newsa.
"Tak się zamyka grę".
Po pierwszym odsłuchu "To Pimp a Butterfly", postanowiłem, że na 100% umieszczę w recenzji te słowa... Zafascynowany tym albumem, chciałem obwołać go albumem roku, dekady, chciałem wywyższyć go do panteonu G.O.A.T.ów, postawić go w jednym rzędzie z "Illmatikiem" czy "Ready to Die", odlać z czystej platyny monument na cześć K.Dota, a zaraz potem kopsnąć się do Cleveland i błagać włodarzy Rock and Roll Hall of Fame, aby czym prędzej unieśmiertelnili Kendricka w ich rankingu.... Nawet, jeśli to nie do końca jego gatunek muzyki. Jednym słowem - chciałem okrzyknąć "TPAB" KLASYKIEM przez wielkie K.
Hol' up, hol' up - zmitygowałem się jednak po chwili. Czy ty aby nie przesadzasz? Po pierwszym odsłuchu chcesz ogłaszać album nowym "Illmatikiem"? Wiem, że masz wrodzoną skłonność do przesady, widać to po tekstach - ale jako recenzent masz obowiązek podejść do krążka profesjonalnie. Przesłuchaj jeszcze kilka razy. Prześledź uważnie teksty. Wsłuchaj się w podkłady. Naostrz pióro, i opisz to. I po głębokim przemyśleniu odpowiedz na pytanie - czy "To Pimp a Butterfly" to album doskonały?
Czasem "zbawienie" przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, a pozornie nie powiązane ze sobą zdarzenia mogą znacząco przyspieszyć nadchodzące zmiany… Aż do grudnia 2014 r. chyba nikt nie spodziewał się, że swoisty soulowy "Detox", wypatrywany przez blisko 15 lat trzeci studyjny album wybitnego D'Angelo, spadnie jak grom z jasnego Nieba, bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi ani przecieków. To zniebostąpienie Czarnego Mesjasza "rzutem na taśmę" roku 2014, rozsławione pocztą pantoflową zawdzięczamy w dużej mierze wydarzeniom ostatnich miesięcy w USA. Mowa zwłaszcza o zabójstwach Mike’a Browna i Erica Garnera, werdyktom sądowym uniewinniającym policjantów-sprawców, zamieszkach w Ferguson i ogólnemu klimatowi społecznej rewolucji wiszącej w powietrzu.
Tak w nasze ręce trafiła płyta, wykańczana i dopieszczana "na wariata" w wielu całonocnych sesjach studyjnych, która dla samego artysty stała się okazją do zabrania głosu w tych trudnych czasach, jego manifestem na miarę nieśmiertelnego "What’s Going On" Marvina Gaye'a. Czy jednak rzeczywiście tak jest?








































