I oto jest. Sprawca mego upodlenia, obiekt mojej zemsty, jakby to ujął Siara. Action Bronson, człek, raper i kucharz extraordinaire - a także gość, którego obwiniam o monstrualny psychiczny blok na słuchanie czegokolwiek, jaki dręczył mnie przez bite dwa miesiące. Ba, nie zdziwiłbym się, gdyby to Ekszyn i jego solowy debiut "Mr. Wonderful" byli też w jakiś sposób odpowiedzialny za wszystkie problemy z popkillerowymi serwerami, przez które szlag trafił plan regularnego umieszczania recenzji (za co bardzo przepraszamy, Czytelnicy...) To wszystko wina Bronsona!
Ok, kpię sobie tylko. Faktem jednak jest, że "Mr. Wonderful" to album, z którym mam niezły zgrzyt - i który niestety uważam za duże rozczarowanie.








































