Gdybym miał wskazać trójkę najbardziej płodnych pod względem wydawniczym raperów w Polsce, Paluch byłby bez wątpienia jednym z nich. Najważniejsze jest to, że w tym szaleństwie wypuszczania niemal rokrocznie kolejnych płyt, nie ma mowy o spadku formy Łukasza, czy znudzeniu tematyką, jaką podejmuje na trackach. Śmiem twierdzić, iż ostatni z jego krążków - platynowy "Lepszego Życia Diler" - był najlepszym, jaki poznaniak oddał w ręce słuchaczy. Jednakże informacja o wzajemnej kooperacji Palucha z Chrisem Carsonem (ich wspólny numer "Opór" z wyżej wymienionej płyty mam wciąż na rotacji w osobistej playliście) mogła zwiastować jeszcze lepszy i jeszcze bardziej dopracowany materiał, niż zeszłoroczny "LŻD". Wspomniałem, że ów krążek był najlepszy? Był, bo najlepszy, stanowiący kwintesencję stylu Palucha, jest od teraz "Made In Heaven".





































