
Zabawa w subiektywne listy spodobała nam się z Danielem na tyle, że postanowiliśmy sklecić jeszcze podobne jeśli chodzi o światowy rap. I co logiczne - tym razem będzie jeszcze bardziej kontrowersyjnie.
Dlaczego logiczne? Otóż podziały i różnorodność w zagranicznym rapie są dużo większe niż w polskim. Dla jednych prawdziwą Kalifornią będzie Ice Cube, dla innych Evidence a dla jeszcze innych Too $hort. Dla jednych mistrzem lirycznych popisów będzie K-Rino, dla innych Lil Wayne, dla jeszcze innych Sage Francis. Wszystko zależy od gustu a wyższość jednego nad drugim to materiał na mocno jałowe i bezproduktywne dyskusje.
Wysiliłem więc mózgownicę i postarałem się wybrać gorącą... 19tkę (w końcu rap na świecie jest starszy i bardziej ukształtowany niż w Polsce, czyż nie?) ulubionych numerów roku 2010. Numerów, które najmocniej wbiły mi się w łeb, zrobiły największe wrażenie i miały w sobie "to coś". Żeby zmieścić jak najwięcej starałem się unikać dublowania (inaczej więcej byłoby tu Wiza, Curren$y'ego i Professora Greena, bo to ich najmocniej przekatowałem).



































