Kim jest E-40, nie trzeba chyba nikomu mówic. Żywa legenda Bay Area, setki nagranych tracków, wspólne występy z m.in. Tupaciem, Busta Rhymes, czy UGK, ukazują klasę dzisiejszego bohatera.
Zeszły rok był dla 40 Watera wyjątkowo udany. Wypuścił dwa albumy jednego dnia, które zostały ciepło przyjęte tak przez recenzentów, jak i słuchaczy.
W tym roku powtórzył zeszłoroczny mechanizm i znowu wydał dwie płyty jednego dnia.Tym razem ich tytuły to "Overtime Shift" i "Graveyard Shift". Jak wypadają? O tym dowiecie się czytając recenzje, a ponieważ dwie płyty zostały wydane jednego dnia, postanowiłem napisać jedną, całościową opinię. Zapraszam do lektury.
"Revenue Retrievin: Overtime Shift"
Wejście na album w stylu godnym ikony Bay Area jaką jest E-40. Groźny, syntetyczny bit w follow-upie do utworu z debiutanckiej epki robi naprawdę świetne wrażenie. W swojej budowie przypomina mi zeszłoroczne "Over the Stove" z "Revenue Retrievin': Night Shift", z tym że jest jeszcze lepsze. Po nim następuje "Drugs", gdzie gospodarza na majku wspomaga B-Legit. Centralnym punktem tego utworu jest niskie, hipnotyzujące pianinko, które jest bardzo dobrym tłem dla nawijek kuzynów. Trzecią pozycją w tej części, jest "Hillside", które jest w pierwszej trójce ulubionych kawałków z tego albumu. Po takim wejściu, można spodziewać się świetnej pozycji. Czy tak jest?
Pod względem muzyki "Overtime Shift" idzie drogą, znaną z poprzednich albumów. Dominującą formą przekazu dźwiękowego jest hyphy. Dla osób, które nie znają tego stylu, to powiem, że są to w większości syntetyczne bity, ze specyficznym podziałem rytmicznym. I o ile na wcześniejszych "Shiftach" wolałem słuchać utworów nie osadzonych na takich bitach(wyjątkiem były single tj. "Nice Guys"), o tyle na tym albumie także i tego typu kawałki są przeze mnie słuchane z przyjemnością. Oczywiście fani płyt z lat dziewięćdziesiątych, a nie trawiących ostatnich wydawnictw, nie polubią sporej części muzyki na tym albumie, ale i oni znajdą tu coś dla siebie. Wspomniane wyżej "Hillside", "My Money Straight", czy "Tired of Selling Yola" powinno im przypaść do gustu. A już na pewno spodoba im się numer szesnaście na płycie czyli...
... "Lookin' Back" z Devinem The Dude. Najmocniejszy punkt na tej części "Revenue Retrievin'" to spojrzenie w przeszłość obydwu panów. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale każdy utwór z gościnnym udziałem rapera z Houston jest zazwyczaj jedną z najlepszych pozycji na płytach gospodarzy. Musi być naprawdę lubianym w środowisku kolesiem, skoro raperzy dobierają takie bity na jakich zazwyczaj nawija Devin, nawet jeśli płyta jest w zupełnie innym klimacie. W tym wypadku mamy do czynienia z typowym westcoastowym graniem podobnym do tego co robi Dr.Dre. Mówiąc do rzeczy to mam na myśli bit oparty na wyraźnych bębnach i klawiszach w tle. Po prostu cudo.
Co do osoby gospodarza, to i tu nie ma zawodu. Mimo, że nie zawsze odpowiadał mi sposób jego deklamacji i jego maniera (np. w Snoopowym "Candy" z "Blue Carpet Treatment"), to na nowym Shifcie nie ma się do czego doczepić. Jego charakterystyczny głos i flow to absolutna światowa ekstraklasa. Również w kwestii tekstów Earl wypada rewelacyjnie. Potrafi nie tylko opowiedzieć nam bardzo plastyczną, uliczną historię, ale i napisać tekst bardziej emocjonalny, jak ten poświęcony matce.
Nie myślcie sobie tylko, że krążek ten nie ma wad. Nie jest ich może wiele i nie mają większego wpływu na całościową jakość płyty, ale są. O ile Forty Water trzyma wysoki poziom, o tyle bity nie zawsze. Mam tu na myśli bity do "I am Your", "Fuck Em" czy "M.O.B.". Nie mówię, że są asłuchalne, ale nie zapadają w pamięć. Czymś co również drażni mnie na tym albumie, to refren w "I Love My Momma". Irytuje mnie w nim głos wykonawcy, który niestety tworzy z lekka kiczowaty hook.
Poza wyżej wymienionym zaletami, dodałbym jeszcze niesamowity banger z J Stalinem (moje osobiste nr.2 Overtime'a), wpadający w ucho "Stay Gone" czy utwór zamykający płytę. To wszystko tworzy album naprawdę mocny i z potencjałem hitowym. Ode mnie 4+. A jak prezentuje się "Graveyard Shift"?
"Revenue Retrievin': Graveyard Shift"
"Graveyard Shift" (czyli czas pracy od północy do ósmej rano) nie ma aż tak imponującego wejścia jak "Overtime", ale jest na czym ucho zawiesić. Po pierwsze "Barbarian" z wyciętym i powtarzającym się samplem w postaci tekstu, czymś na wzór tego co było w "Back in Business" z "Day Shift". Po drugie "Serious", najlepszy utwór z tegorocznych "Zmian" i jeden z moich tegorocznych ulubieńców. Ciepły, baunsujący bit wręcz kipi kalifornijskim klimatem, w dodatku z poważnym tekstem Earla tworzy piorunujące wrażenie. Mimo wszystko to nie E-40 jest numerem jeden w tym utworze, tylko T-Pain. O tym panu nie mam dobrej opinii, a jego autotune'owe wycie, w większości przypadków, jest nie do wytrzymania. Tylko Akon jest u mnie wyżej w hierarchii, w kategorii "najgorszy piosenkarz udzielających się na rapowych produkcjach". Jednak to co zrobił w tym utworze jest zaskakujące. Okazuje się, ze gdy T-Pain nie używa autotune'a jest naprawdę utalentowanym piosenkarzem ze świetną melodyką głosu. Krótko mówiąc Fasheem nagrał refren życia, który sprawia przyjemność zamiast bólu.
W kwestii lirycznej album, porusza więcej kwestii życiowych niż "Overtime Shift". I trzeba powiedzieć, że są to jedne z najbardziej udanych utworów na tej płycie. Mowa tutaj o "Trapped" i "Tuff Times". Jeżeli komuś się podobał "It's Gonna Get Betta" z "Dziennej zmiany", to wspomniana dwójka również powinna przypaść do gustu.
Jeśli chodzi o muzykę, to znacząco różni się ona od tej, która tworzy tło tekstom Earla na "Overtime Shift". Mimo, że wciąż dominującą formą stylu muzycznego jest hyphy, to są one mroczniejsze niż te z drugiego tegorocznego wydawnictwa E-40. Tworzą świetny klimat dla opowieści o nocnym zarabianiu pieniędzy. Szkoda tylko, że klimat ten nie jest poprowadzony przez całą płytę. Bo mimo, że "Trapped" i "That Candy Paint" to znakomite utwory, to burzą one jednak atmosferę nocnego struggle. Oczywiście mam namyśli warstwę muzyczną w wyżej wymienionych utworach. O ile tematyka "Trapped" pasuje i wystarczyłaby zmiana bitu, to utwór ze Slim Thugiem i Bunem B lepiej jakby się znalazł na "Overtime Shift".
Za złe mam też wrzucenie na płytę dwóch irytujących utworów czyli "Club On Lock" i "Yankin". Pierwszy z nich poza tym, że również klimatem pasuje jak pięść do oka, to jeszcze ma strasznie kiczowaty refren. "Yankin'" za to, nie ma w sobie nic atrakcyjnego i jedyne co robi to denerwuje ucho, zwłaszcza to "jajaja".
Do listy zalet dorzuciłbym, kozacki singiel "Lil Grimey Nigga", klubowy "Fried" z Teccą, czy oparty w głównej mierze na dźwiękach kontrabasu "43" z B-Legitem. Zresztą kozackich utworów naliczyć można więcej, ale nie o wyliczanki tu chodzi. Ostatecznie "Revenue Retrievin: Graveyard Shift" wypada dobrze. Gdyby nie wypunktowane niedociągnięcia, to byłby to jeden z lepszych albumów tego roku. Moja ocena to mocna czwórka.
Podsumowanie
"Revenue Retrievin: Overtime Shift" i "Revenue Retrievin: Graveyard Shift" to najlepsze pozycje w katalogu Earla Stevensa od premiery "Element of Surprise". Nie są pozbawione wad, nie są stuprocentowo przesiąknięte typowym dla Bay Area brzmienia w stylu Mob Music, ale warto po nie sięgnąć. Dlaczego? Bo to kawał dobrej muzyki, od ikony nie tworzącej rapu pod publiczkę.
Ikona Bay Area i jeden z głównych filarów zachodniego wybrzeża przymierza się do rzucenia na rynek kolejnej, niemałej porcji swojego rapu. 10 grudnia...
Znów weekend, więc tradycyjnie czas na podsumowanie zagranicznych premier tygodnia.AZ wypuścił trzecią część kultowego "Doe or Die". Na nowym albumie...
Masz dosyć muzycznej papki z TV? Popkiller wyeliminuje wszystkie szumy i pozwoli skupić się na tym, co w muzyce naprawdę wartościowe. Zaserwujemy Ci najlepsze piosenki, teledyski, recenzje płyt i newsy z branży hip-hopowej. Wykonawcy ze świata hip-hopu opowiedzą w wywiadach o swoich planach na koncerty i festiwale hip-hopowe. Na Popkillerze znajdziesz to wszystko, my piszemy konkretnie o muzyce.
Popkiller.pl nie odpowiada za treści słowne i wizualne w utworach audio i video prezentowanych na łamach serwisu, a udostępnionych przez wydawców fonograficznych i samych artystów. Nagrania te są prezentowane ze względu na ich walor newsowy i nie przedstawiają stanowiska Popkiller.pl.