A Tribe Called Quest "The Low End Theory" (Klasyk Na Weekend)

Bardzo duża część polskich "świadomych" ekip, jako swoją inspirację często wybiera A Tribe Called Quest. Najczęściej wspominają o "Midnight Marauders" - płycie, dzięki której osobiście zapominam, że w 1993 roku ukazało się także "Enter the Wu-Tang (36 Chambers)" (nie umniejszając oczywiście bossostwa tego materiału) bądź "Enta da Stage".

Trochę mniej osób mówi o "Beats, Rhymes and Life", a już nieco krzywdzącym jest spychanie trochę na margines "The Low End Theory" - drugiej płyty Q-Tipa, Phife'a i Aliego.
Pierwszy longplay grupy zwiastował już coś wielkiego. "People's Instinctive Travels and the Paths of Rhythm" było samo w sobie majstersztykiem. Oldschoolowe, miejscami proste beaty, standardowo dużo czerpiące z dorobku czarnej muzyki i... Michała Urbaniaka, połączone z ciekawymi wersami Q-Tipa i momentami zaskakującą tematyką, dały światu klasyczny album. Rok później, grupa, a w zasadzie sam Q-Tip, poszedł na całość.

Otwierająca fraza w "Excursions": "back in the days when I was a teenager" weszła na stałe do kanonu całej kultury czterech elementów, z miejsca stając się kultową. Podobnych lirycznych popisów jest dziesiątki - można tu przytoczyć całą tracklistę, włącznie z gościnnymi zwrotkami Sadata, Diamonda i przede wszystkim Busta Rhymesa. Najbardziej zróżnicowany tekstowo album ATCQ.

O wyjątkowości świadczy także muzyka, która zabiera słuchacza w zupełnie inny wymiar. Zapomnijcie o serii "Jazzmatazz", bo to właśnie "The Low End Theory" porywa nas w najpiękniejszą muzyczną podróż do starej jazzowej kafejki. Takiej z żywym bandem i gdzie w powietrzu czuć tytoń i alkohol. Ponownie niemalże za wszystko odpowiada Q-Tip, nieznacznie wspomagany przez młodego i gniewnego wtedy Pete Rocka, odpowiadającego za magiczny wręcz "Jazz (We?ve Got)".

"The Low End Theory" jest jednym z nielicznych hip-hopowych LP, których nie należy hierarchizować ani też oceniać. Każda próba wywyższania lub podważania rangi tego arcydzieła kończy się fiaskiem. Najlepsza płyta z rapem alternatywnym? Oczywiście, a kto wie czy nie jest to najlepsza płyta z rapem w ogóle? Jednym z głównych kontrkandydatów do tego miana byłoby "Midnight Marauders", ale o tym kiedy indziej...
reklama
Krasow
Rozumiem że Q-Tip na tym albumie był najważniejszą postacią ale... Phife Dawg chyba świetnie go uzupełniał, nie sądzisz? A na kolejnym albumie czyli Midnight Marauders zaliczył duży progres i był tylko trochę za Tipem. Dziwie się, że prawie nic o nim nie napisałeś zostawiając go daleko z tyłu za liderem ATCQ.
Dawid Bartkowski
Szkoda tylko, że Q zrobił tutaj wszystko - od muzyki do tekstów, więc mam nadzieję, że rozumiesz teraz.
YYYY
Klasyk jeszcze raz klasyk. Te bity, te teksty, nie da się tego opisać...
Krasow
O kurcze, nie wiedziałem o tym, zwracam honor :D A jak było na pierwszym i trzecim albumie?
maciej z południa
no dobra, jaramy się tym oczywiście, ale wszystko co w tym tekście się znajduje przecież zostało napisane dawno dawno temu i każdy to wie. po co kolejny raz wspominać to? nie lepiej już, chociażby, uzupełnić informacje o wc and maad circle w teście o coolio?
Krasow
Jak widać to jest cykl Klasyk na weekend więc nie wiem jaki problem widzisz. Niektórzy mogą nie znać tego albumu mimo wszystko.
maciej z południa
no dobra, klasyk na weekend, to jest klasyk, wszyscy o tym wiemy. zdajesz sobie sprawe, że jest dużo klasyków, których ludzie nie słyszeli? tribe'y są oczywistą oczywistością i pisanie o nich kolejny raz niczego nie wnosi. nowy jork i tak w polsce jest za bardzo wywyższany (95% słuchaczy to typowe truskule). zajmijmy się klasykami z południa.
.
Artykul poszerzyl nieco moja wiedze na ten temat i mysle, ze pomysl WOGOLE na tego typu publikacje jest bardzo dobry, wielu glownie mlodyszych osob ciekawych hiphopu napewno znajdzie tutaj dla siebie duzo nowosci i kto wie ... moze inspiracji?
LOLu
Na pierwszym albumie Phife nie zrobił prawie nic, nawija chyba w trzech utworach...apropos tego waszego Dity Southu, to myślę, ze w nowym jorku wyszło zdecydowanie więcej dobrych płyt....jak dlamnie dirty south istniał tylko w latach 90 (no może dziś tylko Ludacris) jako UGK, OutKast i Goodie Mobb.
LOLu
A ta płytka ATCQ to mega klasyk, obok debiutu wu-Tangu moja ulubiona...
Krasow
Wiem, że Phife na pierwszym albumie prawie nic nie nawija, chodziło mi o to kto pisał teksty, ale już wiem, spoko :)
maciej z południa
@LOLu dziękuję za określenie tej części moją, pamiętaj jednakoż, że ja nie użyłem 'dirty south', tylko 'south'. w latach 90 było tam bardzo dużo dobrych ekip i bardzo dużo klasyków. ema
Daniel Wardziński
Wszędzie powstaje i powstawała dobra muzyka. Podkreślam jednak po raz kolejny - Klasyk Na Weekend pisze o klasykach, nie tylko o nieznanych klasykach. W ramach protestu za tydzień piszę o "Illmaticu" bo jeszcze nie było:D Żarcik:P Moim następnym klasykiem będzie coś z westu akurat, dla tych co spierają się czy lepszy jest south czy east;)
frank dreblin
LOLu jeżeli wg. Ciebie tylko Ludacris reprezentuje dziś godnie Dirty South to nieźle masz... Nie będę już wspominał, że Three Six Mafia czy Geto Boys zjadała wszystko co wymieniłeś w latach 90-ych, a w dzisiejszych czasach jest masa bardziej respektowanych gości na Południu jak chociażby: Scarface, Lil Wyte, Oj Da Juiceman, Travis Porter, Ice Berg, C-Murder, Ace Hood, T.I., Lil Wayne, Young Jeezy, Gucci Mane, Bun B, Paul Wall, Z-Ro, Trae, Jody Breeze, Frayser Boy, Project Pat, Slim Thug, Young Buck, Currensy czy nawet B.O.B., widać, że masz nikłe pojęcie o Południu
frank dreblin
P.S. do autora tekstu; ziomek weź na ruszt teraz jakiś klasyk z Detroit, polecam Esham - KKKill The Fetus lub Dice - The Neighborhoodshittalka

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>