Klasyka

Klasyka

dodano: 2012-07-14 16:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 10)
Ciężko jest być bojownikiem przeciw wielkim korporacjom, kiedy ogląda się np. teledysk do numeru "Classic", który nigdy nie powstałby, gdyby nie inicjatywa Nike'a. Ciężko jest nim być, kiedy patrzy się na takie dokumenty jak ten, dotyczące legend gry, przybliżające młodszym słuchaczom trochę historii, wyjaśniające dlaczego takich MC's jak Rakim należy bezwzględnie szanować.

Reebok Classic przygotował dziesięciominutowy, ale bardzo bogaty w treść film dokumentalny opowiadający o początkach (i nie tylko) kariery Rakima.


dodano: 2012-07-13 16:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 1)
D.R.S. to pięcioosobowa grupa z Sacramento w Kalifornii, która wydała tylko jeden album pod tą nazwą, po czym przechrzciła się na The Jackers. Wydane przez Capitol Records w 1993 "Gangsta Lean", głównie dzięki tytułowemu singlowi zdołało zamieszać na listach sprzedaży dochodząc do 34 pozycji listy Billboardu. Dziś mało kto o nich pamięta, a szkoda, bo sposób w jaki połączyli gangsta rap z klasycznym r'n'b to coś zdecydowanie wartego uwagi.

W naszym luźnym cyklu chciałbym dziś skupić się na bardzo, ale to bardzo leniwym kawałku, który w ostatnich dniach katuję minimum kilka razy dziennie. Cóż... "I've got that sickness".

dodano: 2012-07-12 18:30 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 2)
W Polsce wciąż nie cieszą się tak dużą popularnością jak za wielką wodą, ale nie wolno nam zapominać, że 8Ball i MJG to jeden z najbardziej respektowanych składów południowej części Stanów Zjednoczonych. Nic dziwnego, kiedy ma się na koncie furę albumów - wspólnych, solowych, kompilacji, mixtape'ów i featów (od Heavy'ego D po Three Six Mafię) z których na dodatek zdecydowana większość trzyma baaaardzo wysoki poziom i ma własny, wyjątkowy styl.

Brzmienie południa z połowy lat 90. było w moim odczuciu zdecydowanie bliższe temu co pojawiało się wtedy w Kalifornii niż ogólnie przyjętemu dziś stereotypowi dirrty south. Taki jest właśnie singiel "Space Age Pimpin" z jednego z najlepszych albumów duetu - "On Top Of The World".

dodano: 2012-07-11 18:00 przez: Mateusz Natali (komentarze: 42)


Kojarzycie numer "Kool Aid & Frozen Pizza", będący jednym z pierwszych hitów Mac Millera? Mający wielomilionową oglądalność singiel z mixtape'u "K.I.D.S." nagrany został na kultowym i klasycznym instrumentalu "Hip 2 Da Game" Lorda Finesse'a, o czym wielu młodszych fanów może nie wiedzieć.

Teraz założyciel legendarnego D.I.T.C. postanowił upomnieć się o swoje i podał Millera do sądu z powodu bezprawnego użycia tego bitu. Żąda od niego, bagatela, 10 milionów dolarów!

dodano: 2012-07-10 18:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 5)
"Śmiertelny zastrzyk Ice Cube'a" to jedna z płyta tak klasycznych, że obecność singli z niej pochodzących w tym cyklu może być traktowana jako zbytnia oczywistość. Nigga Witta Attitude w pierwszym tygodniu sprzedał ponad 200 tysięcy egzemplarzy krążka, a single ze szczególnym uwzględnieniem "You Know How We Do It" i "Bop Gun (One Nation)" z legendą funku Georgem Clintonem stały się hitami.

Najlepszym singlem w moim odczuciu, zawsze było otwierające album "Really Doe". Kiedy ostatnio chciałem wrócić do klasycznego video trochę się zdziwiłem.

recenzja
dodano: 2012-07-07 17:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 7)
Rok 1996 to dwa wydarzenia, które w karierze Lauryn Hill należy uznać za absolutnie kluczowe. Pierwszy to występ w jednym z najlepszych duetów raper/wokalistka jakie powstały kiedykolwiek czyli legendarnym "If I Rule The World (Imagine That)" Nasa. Drugie to premiera drugiego krążka jej pierwszej grupy - Fugees.

Wielu może to zdziwi, ale "The Score" wcale nie jest pierwszą płytą zespołu. W 1994 ukazało się "Blunted On Reality" do którego może będzie jeszcze okazja wrócić. 1996 zmienił życie Lauryn, Wyclefa i Prasa na zawsze. Prawie 6 milionów sprzedanych egzemplarzy w samych Stanach, wielokrotna platyna w różnych zakątkach Świata (w tym w Polsce!) pęczniejące konta bankowe... Nic dziwnego - ta płyta jest naprawdę wyjątkowa.

dodano: 2012-06-30 15:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 17)


W tym roku (dokładnie 16 czerwca) Tupac Amaru Shakur skończyłby równo 41 lat. Urodzony w Nowym Jorku, a kojarzony głównie z Zachodnim Wybrzeżem artysta słynął ze swojej charyzmy i szczerości, co stanowiło ogromny atut podczas występów na żywo. Podobnie jak w pisanie tekstów, sesje studyjne, czy też grę aktorską, Tupac wkładał w nie całe serce, co idealnie widać na przykładzie tych wykonań "Keep Ya Head Up" i "Dear Mama". Pierwsze zostało zarejestrowane w 1993 r. w ramach MTV Jams, a drugie w 1996 r. podczas imprezy Death Row z okazji Dnia Matki.
recenzja
dodano: 2012-06-29 17:00 przez: Galicyjski Gal (komentarze: 8)
Można by zacząć od klasycznego i przeoranego do oporu stwierdzenia, że '94 był najpiękniejszym rokiem dla Rapu. Można by, ale po co? Większość Klasyków z Nowego Jorku zna prawie każdy szanujący się słuchacz, podobnie sprawa ma się z West Coastem. Co jednak z zapomnianym i sprowadzonym ostatnio do tępych, popierdujących bengerów trzecim wybrzeżem?

Panie i Panowie przed wami debiut ekipy, którą wszyscy doskonale znacie (choć to może niezbyt odpowiednie określenie), a mianowicie album o wdzięcznym i jakże prostym tytule - "Southernplayalisticadillacmuzik". Domyślacie się o kogo chodzi?
dodano: 2012-06-18 16:00 przez: Jędrzej Cebulski (komentarze: 18)


Od pomysłu do do realizacji projektu minęły dobre dwa lata, ale chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że warto było czekać. "Niewidzialna Nerka" to swego rodzaju ukłon w stronę pionierskich czasów polskiego hip-hopu. Na dwupłytowy album składają się trzydzieści trzy reinterpretacje kultowych utworów, za które odpowiadają znakomici współcześni producenci, m.in. Praktik, Daniel Drumz, Ment, Roux Spana, Kixnare, Metro lub Teielte.

dodano: 2012-06-12 17:00 przez: Mateusz Marcola (komentarze: 4)
Chcąc przekopać się przez gigantyczne złoża rapowych słodkości z lat 90.,  trzeba by zrezygnować ze szkoły i pracy, dać sobie spokój z jedzeniem i snem, zapomnieć o rodzinie. Z jednej strony trochę to przerażające - przesłuchać tysiące albumów i wciąż mieć przed sobą milion innych, ale z drugiej - czy to nie jeden z powodów, dla których kochamy tę muzykę?

Dajmy na to - Dred Scott. Obecnie jest co najwyżej muzyczną ciekawostką, a umiejętnościami nie odbiegał przecież od najlepszych. Świetny tekściarz, dobry raper, znakomity producent. Wszystkie te zdolności Scott połączył w jedynym chyba utworze, który kojarzony jest do dnia dzisiejszego - "Back In The Day". To tętniąca jazzem, przypominająca nieco dokonania A Tribe Called Quest, produkcja i nostalgiczny tekst gloryfikujący dawne czasy - tego nie można nie kochać.

dodano: 2012-06-08 14:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 5)
81 odcinek naszego cyklu Ot Tak w oczywisty dla fanów rapu sposób, prowadzi nas na Ursynów. Kiedy w 2000 roku nakładem RRX światło dzienne ujrzał drugi album Płomienia, wiele osób w całej Polsce katowało zwrotki warszawiaków do oporu. Czasy, kiedy kasety były jeszcze powszechnym nośnikiem muzyki, a polski rap dopiero zbierał do powstania z czworaków.

Jednym z najbardziej wyróżniających się nagrań było z pewnością nawiązujące do tytułu całości "To Są Nasze Dni" w którym nie ma Deusa, a za to pojawia się znanym wam zapewne z wielu późniejszych dokonań Stasiak.

dodano: 2012-06-07 16:00 przez: Mateusz Marcola (komentarze: 5)
O ile nie mam nic przeciwko Nicki Minaj, a do jej zwrotki ze świetnego "Monster" powracam regularnie, o tyle nijak nie mogę zrozumieć fenomenu pań pokroju Iggy Azalei, Azealii Banks, Teyany Taylor czy - tym bardziej - V-Nasty. Więcej u nich medialnego szumu i dążenia do rozgłosu niż faktycznych umiejętności.

Faktycznych umiejętności można się za to bez większych problemów doszukać u pań z The Conscious Daughters - rapowego duetu, który nigdy nie cieszył się popularnością dorównującą wymienionym wyżej raperkom, a sławę zyskał tylko w okolicach Bay Area, ale co wcale nie oznacza, że ich umiejętności były niższe. Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym chociażby g-funkowa perełka w postaci "Something To Ride To (Fonky Expedition)" z 1993 roku.
dodano: 2012-06-03 17:00 przez: Mateusz Natali (komentarze: 122)
Wielokrotnie napotykam się na komentarze, które wszystkim mainstreamowym hitom chciałyby odmówić "rapowości". Bo "ten to nie rap, nawet jak rapuje, ale takie bity to nie rap" czy "marny pop, przecież mieliście go zabijać a nie promować", nie mówiąc już o nieśmiertelnym "kiedyś to był hip-hop, prawdziwe głębokie treści, nie to, co teraz".

Tymczasem przygotowując się do niedawnego wykładu o korzeniach hip-hopowej kultury, który miałem przyjemność poprowadzić na warsztatach z cyklu Podkowa Freestyleśna i przeglądając "najpierwsze" rapowe akcenty w historii muzyki dostrzegłem, że tak naprawdę postacie takie jak Pitbull czy Flo Rida są dużo bliżej terminu "prawdziwy, korzenny hip-hop" niż komukolwiek mogłoby się zdawać patrząc na dzisiejsze podziały i na to, z jaką zaciekłością atakują ich wielbiciele oldschoolu czy - szczególnie - trueschoolu. Zdziwieni wstępem? To już tłumaczę.

recenzja
dodano: 2012-05-25 19:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 17)
Przez wiele lat uważałem LL Cool J'a za nasmarowanego oliwką i oblizującego wargi w klipach gościa, który zyskał popularność dzięki laskom z całego Świata, które bardzo chciały się przytulić do sexownego Murzyna. Ignorancja bywa czasem silniejsza niż ciekawość. Dziś, kiedy pomyślę sobie, że kiedy ukazywał się "Mr. Smith", a był to rok 1995, gość był dziesięć lat (!) po oficjalnym debiucie nie chce mi się wierzyć. Pierwszy raper ze złotą płytą, ikona najlepszych lat Def Jamu, właściciel jednego z najbardziej niesamowitych flow ever.

"Mr. Smith" to album, który rozszedł się w nakładzie przekraczającym dwa miliony egzemplarzy. Nic dziwnego, bo to płyta, której praktycznie nie da się stawiać zarzutów, a jeśli już to mogą one wynikać tylko z subiektywnych preferencji. Jeśli ktoś lubi rap, którym rządzi perkusja i flow, które jest wyjątkowe nie poprzez maksymalne nagromadzanie rymów, ale przez tonację głosu, impet wersów i charakterystyczne podejście do rytmiki, na bank pokocha ten album.
recenzja
dodano: 2012-05-11 20:00 przez: Wojciech Graczyk (komentarze: 8)
Południowy rap był przez wiele lat spychany na margines. Nie był kojarzony z jakością, nawet w okresie boomu, który miał miejsce w połowie lat 2000. Postacie takie jak UGK miały szacunek zazwyczaj tylko wśród południowej społeczności. Wyjątkiem był Outkast, który znany był na całym świecie.

Scarface, choć był rozpoznawalną postacią, to jednak pozostawał w cieniu swoich nowojorskich i westcoastowych kolegów po fachu. Efektem tego był brak Brada w rankingach na najlepszych raperów wszechczasów, co według mnie jest bardzo krzywdzące.

Zanim jednak podzielę się z Wami moją refleksją na temat "The Diary", zaznaczę, że dla wielu fanów rapu ten album jest najlepszym krążkiem reprezentującym południowe stany USA. Mimo, że album rozszedł się w platynowym nakładzie, to jednak nie jest tak ceniony jak dwa inne albumy z tego samego roku, czyli "Ready to Die" i "Illmatic". Szkoda, bo to wydawnictwo w moim odczuciu stoi na równie wysokim poziomie co owa dwójka.

Strony