The Notorious B.I.G. "Ready to Die" (Klasyk na Weekend)

recenzja
dodano: 2015-03-15 17:00 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 4)

"Gotowy na śmierć". Co można o tym albumie napisać, czego jeszcze nie napisano? Jeden z najlepszych debiutów w historii rapu, opus magnum nieodżałowanej pamięci Christophera Wallace'a a.k.a. Franka White'a a.k.a Notoriousa B.I.G.... Drogi sercu każdego fana hip-hopu, niezliczoną ilośc razy zsamplowany i "z-follow-upowany", "Ready to Die" to swoisty platynowy wzorzec z Sevres dla twardego, ulicznego hip-hopu. Kończąc Tydzień z Notoriousem B.I.G. - zagrajmy to jeszcze raz, wrzućmy "Ready o Die" na głośniki - i zanurzmy się w ten mroczny świat brooklyńskich ulic.

Intro. Jedne z najlepszych, jakie słyszałem - swoista audiobiografia Biggiego Smallsa, zawarta w trzech minutach - a także znakomite "streszczenie" całego albumu. Powitanie małego Chrisa na świecie, przy akompaniamencie tryumfalnych okrzyków ojca... Bolesna, domowa kłótnia rodziców, nie mogących poradzić sobie z synem... Brutalny, zuchwały napad, w rytm szczęku broni i soczystych przekleństw - życie na krawędzi, które doprowadza Chrisa do paki. Pod koniec intra nasz bohater wychodzi z więzienia, rozpoczynając nowy rozdział... Wrócisz tu. Tacy jak ty zawsze wracają - kąśliwe zauważa strażnik. O czym ty gadasz? Już mnie tu nie zobaczysz - z przekąsem odpiera Chris - Mam wielkie plany... 

Tak rozpoczyna się niesamowita podróż przez grzeszne życie Biggiego Smallsa. Z jednej strony bezlitosny ulicznik, gotów bez wahania poczęstować Cię ołowiem, jeśli nie oddasz tego pieprzonego szmalu, gnoju, no już - z drugiej strony elokwentny mistrz rymów, gotów werbalnie zniszczyć każdego oponenta. Z kolejnej strony - człowiek, który wygrał życie, który dzięki rapowi spełnił swe marzenia - jest uwielbiany przez miliony, ma forsy jak lodu, jara najlepszy towar, pragnienie gasi najdroższym szampanem, ma kilka posiadłości w Queens, kobiety go uwielbiają... Ha, kobiety! To kolejne oblicze Biga: kobieciarz jak się patrzy, zmieniający bez skrupułów kobiety niczym rękawiczki - seksualna bestia wręcz, nie raz i nie dwa chełpiąca się swoją sprawnością w tej sferze życia. Wszystko to opowiedziane unikalnym, elastycznym flow i fenomenalnymi wersami, raz brutalnymi i bezkompromisowymi, raz poruszającymi, raz pełnymi specyficznego, czarnego humoru (tekst o karmieniu rottweilerów prochem z "Warning" to klasyk).

Nie sposób nie wspomnieć o znakomitej produkcji. Dopracowane w każdym szczególe, klasyczne, eastcoastowe brzmienie z najwyższej półki, courtesy of Sean Combs, Chucky Thompson, Preemo, Bluez Brothers... i Easy Mo Bee. Grube basy, duszne, mocarne perkusje, na których głęboki głos Biggiego zyskuje dodatkową moc. Starannie wyselekcjonowane i pocięte sample znakomicie wpasowano w podkłady, tworząc idealne tło do ponurych, bezczelnych historii Notoriousa... By wspomnieć tu o energicznym, funkującym "Respect" na urywku z KC and the Sunshine Band - korzenny sztos, niejako nawiązujący do jamajskich korzeni Notoriousa, z fenomenalnym, ostrym jak brzytwa hookiem Diany King; szaleńcze "Gimme the Loot"ze znakomitym samplem ATCQ, czy słynne "Big Poppa" - genialny, kojący beat czerpiący z "Between the Sheets" Braci Isley, z rozkosznymi westcoastowymi piszczałkami..

...No i oczywiście "Juicy". Znany każdemu, ultraklasyk, jeden ze Szczerozłotych, Inkrustowanych Klejnotami, Niezniszczalnych Hitów Gatunku. Doskonała w każdym calu opowieść o spełnieniu swych marzeń - innymi słowy "started from the bottom" wykonane porządnie. Drake - ucz się. To też znakomity przykład lirycznego talentu Biga i "narracji obrazami" - jego wersy, opisy i porównania są niezwykle żywe i plastyczne. Słuchając "Juicy", "widzimy" dokładnie, jaką drogę przebył Biggie od dealerki crakiem w Brook-Namie, jak wielka zmiana zaszła w jego życiu... I przytakujemy: "Tak... It's all good."

Czy aby na pewno? Czy znajdujący się na samym szczycie Biggie Smalls na pewno "żyje bez strachu"? Wręcz przeciwnie. Najbardziej fascynujące na "Ready to Die" są utwory, w których zagłębiamy się w mroczne, depresyjne zakątki Notoriousowego psyche.... Przestępcze życie, krwawe pieniądze, na których śpi Chris, ludzie zazdrośni o jego sukces... Nieraz na albumie słyszymy właśnie o strachu, w jakim żyje Chris - np. w "Warning", gdzie dowiaduje się o planie zamachu na jego osobę.... Depresja. Paranoja. Zatracenie w bezlistosnej gangsterce. Gotowość na śmierć.... Kulminacja tych posępnych refleksji następuje w finałowym tracku."Suicidal Thoughts". Do dziś pamiętam, jak zmiażdżył mnie ten kawałek za pierwszym odsłuchem... Ten posępny, ledwo słyszalny, zimny beat Lorda Finesse... I konwersacja Biggiego z Puffem. Słowa, których żadne z nas nie chciałby usłyszeć. "Kiedy umrę, chcę trafić do pieprzonego piekła - jestem ludzkim ścierwem, nietrudno to zauważyć"... Big czuje żal, smutek za popełnione okrucieństwa, pragnie odkupienia - jednak zdaje sobie sprawę, że zaszedł za daleko, czuje, że w razie śmierci pukanie do nieba bram na nic się nie zda. Ale nie może już wytrzymać. Rozdzierający huk i złowieszcze bicie serca kończą ten niesamowity track, zostawiając słuchacza zupełnie oszołomionym...

Krótko na koniec - "Ready to Die" to jeden z albumów, dla których stworzono określenie "klasyk". To znakomicie zrealizowany, "wyreżyserowany" możnaby rzec (zaiste, ze świecą szukać drugiego albumu z tak "filmowym" zacięciem) teatr jednego aktora, fascynującego i niezmiernie utalentowanego Bad Boya - Notoriousa B.I.G. To album, który nie zestarzał się wcale - wciąż brzmi świeżo i spójnie, co więcej - wciąga nieprawdopodobnie. To album Brawurowy I Genialny. Christophera Wallace'a fizycznie już z nami nie ma - jednak dzięki "Ready to Die" jego Life After Death trwa nadal. 

Goodnight... Bad Guy. 

                                         

The Notorious B.I.G. - "Juicy" (Official Video)

                                         

The Notorious B.I.G. - "Big Poppa"

                                         

Things Done Changed - Biggie (Original Version)

                                         

Suicidal Thoughts - Biggie (Original Version)

reklama
Anonim
Pierdolony klasyk... pedalow w rurkach nie bylo wtedy nawet w jajach swojego starego. Tesknie za takim rapem szkoda ze to co bylo juz nie wroci przez tych gamoni jebanych.
Ddraig
Mnie też nie było wtedy nawet w planach (urodziłem się w 96r.), ale jaram się tym i szanuję. Wkurwia mnie ten zjebany njuskul który coraz bardziej przypomina pop, techno i disco polo. Wkurwia mnie to jak te njuskulowe pseudo rapowe cioty wymądrzają się o rapie, a nie słyszeli nic poza popkiem i jemu podobnymi. Coraz częściej wracam do amerykańskiego oldchoolu bo coraz mniej nowych albumów da się słuchać. A pedałów w jajogniotach trzeba tępić, bo jeszcze trochę i zaczną leginsy nosić.
Frenklyn
Przesłuchałem raz i wcale mnie nie buja, chujowy trochę ten album, wolę Waka Flocka Flame czy Gucciego.
Ddraig
Chujowe prowo.

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>