Twista ma w sobie coś takiego, że nie da się go nie lubić. Gdybym był złośliwy, a przecież jestem, dodałbym, że z tego samego powodu, ciężko traktować go zupełnie serio. Swoje jednak nagrał, parę dolców i hitów ma na koncie, a na jego flow nie ma chuja we wsi.Jego ostatni album to dla mnie straszliwe wręcz rozczarowanie i w tej kwestii recenzenci od Kamczatki do Los Angeles są raczej zgodni. Czy podziałało to jak mobilizator?

































