
W ciągu ostatnich lat zauważyć można było pewien regres sceny rapowej w Nowym Jorku, związany między innymi z (bardziej lub mniej udanym) kopiowaniem przez raperów z Wielkiego Jabłka brzmień rodem z Południa Stanów. Czy obecnie są jeszcze w tym 8-milionowym mieście artyści, którzy przywołują na myśl brzmienie A Tribe Called Quest, De La Soul czy Mos Defa? Raperzy w kawałkach których słychać tak rzadko dziś spotykany głód mikrofonu, szczerość i pasję, a ich przesłanie i promowane wartości są jak najbardziej pozytywne? Otóż są. Jednym z takich artystów jest brooklyński MC o ksywie ScienZe.
Tym, co wyróżnia go spośród miliona innych nowojorskich raperów, jest naturalny luz, pozytywne nastawienie, spokój i zarazem pewność w głosie, a także brak strachu przed artystycznymi eksperymentami. I nie chodzi tutaj o sztuczne zmienianie stylu i pogoń za mainstreamowymi trendami. W jego projektach słychać duszę artysty...







































