Często słuchając co większych odlotów Wayne'a mam wrażenie, że on nie rapuje, tylko gra - gra głosem, gra całą swoją osobą. Dzięki wymyślnej i wykręconej modulacji czyni ze swojego wokalu kolejny instrument, dobudowujący chore i podlane syropem koncepty.Dziś czas na dwa przykłady takich numerów - gdy usłyszałem (swoją drogą świetną tekstowo) zwrotkę w "Last Of A Dying Breed" Ludacrisa to moje pierwsze wrażenie nie brzmiało, "ale nawinął", tylko "jak on to zagrał!". Niczym aktor w jakimś szalonym musicalu, wczuwający się w stu procentach w rolę ostatniego obrońcy na barykadach rapu.





Często zdarza się, że mixtape'owe remixy hitów odstają od oryginałów dość znacznie, albo po prostu niczym specjalnym się nie wyróżniają. 




Odwołanie w ostatniej chwili koncertu Mayera Hawthorne'a na Hip Hop Kempie było chyba najbardziej nieprzyjemną niespodzianką festiwalu.























