Bad Bunny zrobił latynoską fiestę na Stadionie Narodowym - relacja
Bad Bunny przyjechał na Stadion Narodowy… ale można było się poczuć jakbyśmy to my pojechali na Copa America. Portorykański raper i wokalista, nazywany „królem latynoskiego trapu” i będący w ostatnich latach jednym z najbardziej wpływowych artystów na świecie wyprawił w Warszawie prawdziwą latynoską fiestę.
Ponad 2-godzinny koncert podzielony był na 3 części i było w nim miejsce zarówno na klasyczne latynoskie klimaty, jak szaloną reggaetonową domówkę, a także final zwieńczony spektakularnie „DtMF”. Tańczyła płyta, tańczyły trybuny, a w tłumie znaleźć można było flagi wielu oddalonych od nas krajów - od Portoryko przez Argentynę, Brazylię, Kolumbię czy Urugwaj po Hiszpanię i Włochy. Warszawski koncert ściągnął do Polski fanów z różnych stron. Wrażenie robiła dopracowana w detalach oprawa i realizacja, pokazująca na wielkim ekranie wydarzenia na scenie z dynamiką przypominającą serial. Energii było tak wiele, że nawet bariera językowa gdzieś zniknęła.
Organizatorem koncertu było Live Nation Polska
Poniżej fragmenty wszystkich trzech koncertowych aktów.
























