Peja o relacji z Tede: "Nie ma pogodzenia, jest zawieszenie broni"
26 kwietnia 2026 to historyczny dzień w dziejach polskiego hip-hopu. To właśnie wtedy podczas charytatywnego streama Łatwoganga Tede zadzwonił do Peji, by oficjalnie się pogodzić. Jak mają się sprawy po kilku miesiącach?
Peja był wczoraj gościem w podcaście Bogdana Rymanowskiego, podczas którego nie mogło oczywiście zabraknąć pytania o relację z Tede. Rychu stwierdził, że "nie ma pogodzenia, jest zawieszenie broni". Dodał, że cała sytuacja kosztowała go dużo wewnętrznej sytuacji i była sprawdzianem jego trzeźwienia:
"To jest dla mnie na razie abstrakcyjna sytuacja nagrywanie utworów z TDF-em i przebywanie z nim. Ja myślę, że po 17 latach powinniśmy przede wszystkim od siebie odpocząć. (...) Pogodzenie się z nim było wymuszone kontekstem. Tede przyszedł, a ja miałem do wyboru: posłać go na drzewo, nie odebrać telefonu albo zgodzić się ze względu na tę zbiórkę. To było postawienie mnie pod ścianą i wymagało podjęcia trudnej decyzji, zwłaszcza że Tede jeszcze chwilę przed tą akcją wypowiadał się o mnie w sposób niepredysponujący go do zostania moim ziomalem, wprost mówił, że mnie nienawidzi, że jestem złym człowiekiem. Dostałem najtrudniejsze zadanie od Roberta Lewandowskiego i symbolicznie się pogodziliśmy. (...) Kosztowało mnie to bardzo dużo wewnętrznej równowagi i było to sprawdzianem mojego trzeźwienia. Bo tu przychodzi koło, którego naprawdę nie lubię. Nie ma tu mowy o nienawiści, w tych uczuciach do niego jestem generalnie wyzerowany. Po prostu on dla mnie nie istniał i żadna z jego wypowiedzi, które proklamował dzień po dniu przy każdym singlu, płycie, odsłonie poranaka w Kanale Zero. (...) Nauczyłem się z tym żyć. To była też dla mnie duża próba charakteru. (...) Zamknąłem to na >>Czarnym Wrześniu<<. (...) Powiem wprost - nie ma pogodzenia, jest zawieszenie broni, o które on wystąpił (...) Może sam Tede się teraz dowie, na czym sytuacja się opiera, ale też sam zadeklarował, że my nie musimy się przyjaźnić. I mi jest nadal do niego dalej niż bliżej. Wyszedłem z tej sytuacji z twarzą, bo nie wypiąłem się na akcję. Odbyło się to moim kosztem, ale wziąłem to na klatę, powiedziałem parę rzeczy i nie próbowałem się targować pod warunkiem, że mnie przeprosi. (...) Zrobiłem to też, żeby zobaczyć wzruszenie i dumę mojej żony. (...) Widocznie Tede tego potrzebował. Powiedział potem wieczorem w Kanale Zero, że jest ucieszony. (...) Jak będziemy grać koncert, na pewno nie będę na niego krzywo patrzył i na pewno go nie opluję."
Żeby zwieńczyć wątek, Rymanowski zapytał Peję, czy gdy spotka się z Tede, to podadzą sobie ręce, na co ten odpowiedział:
"Pomidor (śmiech). Zostawmy coś na potem."
Warto przypomnieć, że na jesieni Peja ruszy w trasę na 25-lecie "Na Legalu?" - rozpocznie się ona 30.10. w Warszawie.


























