Earl Sweatshirt na OFF Festivalu - pytamy branżę o ulubiony numer członka Odd Future
Już jutro o godzinie 22:35 na Scenie Leśnej (Scenie Orlen) katowickiego OFF Festivalu pojawi się Earl Sweatshirt. W niespełna rok po premierze, gorąco przyjętego, piątego albumu „Live Laugh Love”, a także tuż po wypuszczeniu podwójnego krążka nagranego z MIKE'iem i kolektywem producenckim Surf Gang polska publiczność będzie miała okazję sprawdzić (już po raz trzeci) jak na żywo prezentuje się amerykański wonder kid lo-fi rapu. Przy tej okazji poprosiliśmy kilkunastu zajaranych Earlem osób z branży o wytypowanie jednego, ulubionego kawałka i uzasadnienie wyboru. Sprawdźcie polecajki!
Filip Kalinowski - "Zbiórka z podwórka" @Trójka, "Niechciani, nielubiani" @Czarne, "Szawarwa"@newhomers
Wybór padł na "Old Friend". Mógłbym tu wymienić ogrom numerów Earla - starych i nowych, solowych, załoganckich i gościnnych, powszechnie znanych i wygrzebanych gdzieś z otchłani majspejsa, bo właśnie w złotych czasach tej platformy po raz pierwszy na niego trafiłem. Earl to więc dla mnie ten tytułowy stary druh - czasem coś wymemła tak, że muszę prosić o powtórkę, innym razem siedzi wygrzany i gada rzeczy pozornie bez składu, a dopiero po czasie jak dalej nad tym kminię to zauważam, że wszystko ma (przynajmniej) dwa znaczenia, często mnie bawi, niekiedy zastanawia, nieustannie od lat fascynuje. Cały czas się zmienia by jakim jest wciąż pozostać, cały czas kipi pasją i entuzjazmem, cały czas też mnie zaskakuje jak wielki wpływ ma na innych będąc samemu tak osobnym. No i jeszcze ten bit Alchemista - taki smutny (sampel z "Triste" Torresa zobowiązuje), nostalgiczny i podniosły... jak stary warszawski rap. Mój kolejny stary druh.
Maciej J. Chojnacki - Streamujcie Zagraniczne Rap Płyty
Stawiam na "Hive". Nie ukrywam, że najmocniejszym atutem tego numeru jest akurat dla mnie długa, finałowa zwrotka Vince'a Staplesa, no ale przecież słabe, by to było, gdybym tylko z tego powodu polecał tę piosenkę. To jest także - a może jednak przede wszystkim - definitywny Earl z epoki albumu "Doris". Jedną nogą głęboko w obozie Odd Future i całej nowej kalifornijskiej fali, a drugą szarżujący w - kojarzony z nim dziś - abstract. Wnikliwe obserwacje dotyczące miejskiej zgnilizny (i dojrzewania w jej otoczeniu), MFDOOM-owska szkoła wielokrotnych rymów, ale też posępna i intrygująco niepokojąca szata muzyczna. Współczesny klasyk i złoty standard ciarkogennego hip hopu.
Kajzer - https://kajzer.bandcamp.com
Ciężko wybrać jeden ulubiony numer, ale gdybym musiał to byłoby to “Shattered Dreams” bo, tak jak w sumie cały album “Some Rap Songs”, w czasie kiedy wyszedł dokładnie rezonował z tym co czułem i był chyba pierwszym przypadkiem kiedy poczułem, że mogę się aż tak głęboko utożsamić emocjonalnie z jakimś artystą i jego muzyką.
Kamil Szufladowicz - Tuba.fm
W zasadzie nie ważne którego numeru z "Doris" bym nie wybrał, musiałbym nazwać go klasykiem. Nie inaczej jest w przypadku "Sunday" z Frankiem Oceanem, gdzie słychać Odd Future'owy rodowód obu autorów, a także chemię (w końcu o chemii też rapują, hehe) między nimi. Wspólna, dobra produkcja, nienaganne tekściarstwo i brak tak wszechobecnego w rapie banału sprawiają, że często wracam do "Sunday", żeby odczarować sobie gatunek. Niedziela wieczór i humor... gitówa?
Filip Juszczak - Silesian Space Program / Radio LUZ
Celuję w "Nowhere2go" z albumu "Some Rap Songs". Eklektyczna, nieliniowa opowieść, utwór w którym nie wiem czy bardziej zawikłana jest mozaikowa produkcja Ade Hakima (zresztą przegenialny producent, dla spragnionych takiego soundu polecam jego solowy album "On To Better Things"), czy leniwe, łamane rymy Earla. Dla mnie utwór-definicja kalifornijskiego brzmienia tamtych lat, które sprawia że niezwykle tęsknie za erą Flying-lotusowego L.A. beatu, z pogranicza abstrakcji i chilloutu.
Bartek KOKO, www.instagram.com/bartek_koko/
Wybieram "Tourmaline" - idealne połączenie leniwego zjaranego vibe'u ze świetnym tekstem o wychodzeniu z depresji. Jak lubisz slow-mo letniaki bez banalnego tekstu - odpalaj śmiało!
Marcin Blind - FollowRap
Ciężko jest wybrać ten najlepszy utwór, pisząc o jednym ze swoich ulubionych artystów. Jednak spróbuję wyjaśnić Wam, czym Earl mnie tak zachwycił. Mój wybór padł na „Solace”. Jest to dziesięciominutowy minialbum zamknięty w jednym kawałku. Tak naprawdę składa się z pięciu równie ważnych składowych. Earl opisuje swoje stany depresyjne, które przekładały się na różne zaburzenia (jedzenia, snu, życiowej energii, samoakceptacji, życia towarzyskiego). Jest to podróż po najgorszych zakątkach ludzkiego cierpienia. Jego samopoczucie potęgują narkotyki, które stanowią zarówno metodę ucieczki, jak i potęgują objawy. Przez cały utwór autor dokonuje autoanalizy i podważa własne życiowe wybory. Przy tym Earl brzmi tu momentami jakby lunatykował i mówił przez sen. Podkłady idealnie współgrają z tekstem. Utwór kończy się niezwykle mocną prośbą do słuchaczy, którzy odnajdą cząstkę siebie w jego wersach. Earl prosi ich o jedną wiadomość - że wciąż tu są…
Jarek Szczęsny - nowamuzyka.pl
Lekki, orzeźwiający, z mocnymi linijkami, a jednak osadzony na gęstym, mrocznym i smutnym podkładzie. Bez refrenu. Dwie minuty. Za szybko mija pozostawiając po sobie niedosyt, który w czasach przesytu jest czymś nie do przecenienia."Titanic".
Łukasz Rawski - RawLook / Popkiller
Earl Sweatshirt i jego nastoletni bunt, chęć do szokowania, bezkompromisowość i naturalny talent sprawił, że własna matka bała się, co to z tego niedobrego Earla wyrośnie. Cały ten ruch #FREEEARL, który towarzyszył banicji po premierze debiutanckiego mikstejpu, to kawał moich nastoletnich czasów. Odd Future byli niepodobni do niczego. Kakofoniczne brzmienie tytułowego singla, to esencja całego ruchu Wolf Gangu. To ten numer sprawił, że totalnie wchłonąłem w ten zagadkowy i dziwny świat. Czas pokazał, że członkowie kolektywu podążyli różnymi ścieżkami, a Earl muzycznie dojrzał i to bardzo. Ja jednak wciąż sentymentem darzę pierwszą fazę jego kariery. Totalna oryginalność i bezkompromisowość.
Dawid Bartkowski - goodkid.pl
Stawiam na „Grief”, bo to jeden z tych numerów, do których w miarę regularnie wracam. Minimalizm, grobowy, duszny podkład, wszechobecny mrok i sam raper, który miota się ze swoimi wersami. Trudne, ale maksymalnie wciągające.
Andrzej Cała - dziennikarz muzyczny
Niby tylko dwie minuty (niecałe!), ale ile tu emocji i ciężaru. Sweatshirt od początku jawił się nam jako typek z dużym bałaganem na strychu, ale przy tym fantastycznym stilo i znakomitym piórem. W "Inside" z jego drugiej płyty mamy tego idealną kwintesencję. Retrospektywny numer, w którym przewijają się wątki palenia, chlania, depresji, uciekania w używki zamiast szczerej rozmowy z kimś, kto mógłby pomóc, a do tego prosty, hipnotyczny bit - po to powstał rap.
młody odd - www.instagram.com/oddoptymista
U Earla najwięcej sensu ma słuchanie po prostu albumów, bo są bardzo krótkie i spójne. Ja osobiście bardziej wolę nowe, wesołe treści, np. "Forge" z "Live Laugh Love" ostatnio częśto u mnie na słuchawkach. Bardzo fajnie poskładany tekst, osobisty wers z lutym i umiejętnie wykorzystuje ten instrumental ułożeniem rymów.
Bartek Woynicz - popkiller.pl , nowamuzyka.pl
Generalnie Earla najlepiej słuchać albumami, bo wówczas te monotonne flow, ulepione z wielokrotnych przelewa się płynnie z jednej do drugiej katarakty. Płytą do której jako fan Alchemista lubię wracać najbardziej to projekt Voir Dire z 2023 roku. Co do konkretnego numeru stawiam na "Heat Check", bo ejtisowy, soulowo-cukierkowo-kiczowaty bit brzmi tu pod nawijką Earla cudownie przewrotnie.
Więcej informacji o festiwalu:


























