

Co łączy Wiz Khalifę i Fashawna? Odmieniana u nas przez wszystkie przypadki edycja XXL'a - The Freshman roku 2010.
Panowie osobiście polubili się, bo o sobie wypowiadają się ciepło, a i wystąpić razem mieli okazję (Fashawn występował choćby na "Deal Or No Deal Tour", a nawet zrobił remix świetnego numeru Wiza "In The Cut"). Dzielą też ze sobą sporo ulubionych rozrywek w typie "California kush". Ich najnowsze mixtape'y: "Cabin Fever" Wiza i "Higher Learning Vol. 2" Santiago ukazały się w tym samym tygodniu co samo nasuwa porównania. Dotąd przede wszystkim łączyło ich to, że potrafili swoją muzyką kapitalnie zagospodarować nasz czas.
Jakie rozwiązania wybrali dwaj młodzi i bardzo utalentowani raperzy? Który wypadł lepiej?
Jak daleko muzycznie z Fresno do Pittsburgha?Wydaje się, że bardzo daleko z prostej przyczyny - z Pittsburgha jak widać coraz bliżej do Atlanty, a szczególnie studio niejakiego Lexa Lugera, najlepiej kojarzonego z wątpliwej nad wyraz kolaboracji z Waka Floka Flamem... Otóż autor wzbudzającego złe przeczucia "Taylor Gang" z Chevy Woodsem, spieprzył tutaj niestety nie tylko ten jeden numer. Fashawn dla odmiany trochę bitów pokradł (z głową, dzięki czemu numer na klasycznym bicie Snoopa szybko zapada w pamięć, a "Closer" odświeża nam piękne wspomnienia związane z oryginałem), a trochę załatwił dla siebie na wyłączność. J.Cole robi tutaj rzeczy po swojemu, a ja chyba zaczynam się oswajać z jego stylem produkcji.
Na duży plus zasługują Phonix (rewelacyjnie ugryźli najbardziej oczywisty sampel z Queens), JRB, który wysmażył być może największy hit jakim może okazać się "Do What I Gotta Do" czy Sayez, który serwuje perfekcyjny chillout w "Weed Nap". Warto odnotować, że to tylko mixtape, a pojawiają się tak zacne postaci jak Common, John Legend, Gilber Forte czy GLC.
Rapersko również zdecydowanie wygrywa reprezentant Cali.
Jedzie swoim pewnym, wyszlifowanym na wielu trasach i mixtape'ach stylem, który sprawia, że jego zwrotki wydają się łatwiejsze niż w rzeczywistości są. Wciąż jest w tekstach fajnym koleżką, który wie, że szczerość jest znacznie ciekawsza niż opowiadanie bajek, które słyszało się już setki razy. Próbuje swoich sił w lekko podlanym gitarą "The Graduate", soulującym "Strange Fruit" z dwójką wielkich gości z Chicago (co do tego numeru mam pewne wątpliwości, a wy?) świetnie odnajduje się zarówno w konwencji g-funkowego bangera jak i szczerego i otwartego przekminkowca, który może przyprawić o ciarki na plecach jak na "Boy Meets World". W sumie jedyne czego mógłbym się czepiać to tego, że dał się zjeść J.Cole'owi w "Relaxation" (i to też nie jakoś strasznie). Wiz? Pośpiewa sobie trochę z Trae The Truthem o tym, że jego kwoty na czekach zaczynają już wyglądać jak numery telefonów... Dobra, zasłużył sobie, dałem mu trochę pocelebrować.
Potem ponawija o gangbangu z Big Sean'em (po ich numerze spodziewałem się znacznie więcej) na dodatek tandeciarsko gadając "i got money and i got hoes" na przemian i w kółko... Z Juicy J'em opowiada co robi codziennie i choć nie mam wątpliwości co do szczerości, to wolałbym, żeby trochę więcej posiedział nad tekstami bo
rymowanie "that's tragic" do "that's magic" albo "back at it" do... "back at it" to trochę za mało jak na oczekiwania związane z "Rolling Papers". Jeśli on spierdoli ten album tak jak spierdolił ten mixtape, to będzie niewybaczalna zbrodnia na mnożących się z tygodnia na tydzień fanach, którzy zasługują na poważne podejście.
Podsumowując w zestawieniu "Higher Learning Vol. 2" i "Cabin Fever" rozstrzygnięcie jest banalnie proste - Fash zdeklasował Khalifę. Ilościowo dał dwa razy więcej muzyki i jakościowo też jest dwukrotnie lepsza.
Kiedy włączam rewelacyjne "Manny Pacquiao", a potem przerzucę się na takie paskudztwo jak "Taylor Gang" (wstyd, żeby tak zepsuć numer o takim tytule) różnica klas jest dotkliwa dla każdej komórki mojego ciała. W efekcie
Fashawn dostaje mocną czwórkę (żeby dać więcej musiałbym wyciąć 10 do 15 minut, ale np. "Going Home", "Weed Nap", "Manny Pacquiao", "Do What I Gotta Do" czy "In The Rain" to numery na miarę jego wielkiego talentu), a
Wiz, choć nigdy bym się tego nie spodziewał (i Wy pewnie też), dostaje ode mnie dwójkę z minusem... Na "Cabin Fever" nie ma prawie nic ciekawego.